Ich mag Englisch nicht

Rozkładają mnie na łopatki blogi modowe, na których tytuł wpisu zawsze musi być po angielsku – to nic, że w treści już żadnego słowa w tym języku nie uświadczy. Rozumiem, że można mieć czytelników operujących innym niż polski językiem i to niejako ukłon w ich stronę, lecz sensu w tym brak. Tytuł po angielsku, gdy wszystko inne po polsku. Czy tak trudno umieścić pod nagłówkiem jego polskie tłumaczenie?

Do tego te dziwne stwierdzenia typu outfit, giveaway, printy. Po kiego ciula, że się tak wyrażę, używać takich zwrotów jeżeli mamy w języku polskim ich odpowiedniki? Co ważne nie brzmiące jakoś idiotycznie. Rozumiem używanie słów specjalistycznych – dla mnie taki hair cuff zdecydowanie nie jest zwykłą gumką, a full cap różni się od innych kaszkietówek. Ale czy będę mniej cool gdy powiem zestaw, rozdanie, nadruki?

Trochę to śmieszne, gdy dana dziewczyna (lub chłopak) nie potrafi ani sensownie, ani poprawnie pod względem gramatycznym wysłowić się w rodzimym języku (dysleksji jednak nie stwierdzono, bo za czasów ich młodości nie było to jeszcze modne), a rzuca obcojęzycznymi zwrotami na prawo czy lewo. Szczytem kuriozum jest dla mnie jednak read in english, pod którym kryje się dumne (durne) tłumaczenie dokonane przez Tłumacz Google.

Ale cóż, przynajmniej angielski w takim wydaniu to english a nie engrish. Swego czasu byłam ja ci w Stanach przez całe 6 tygodni. Tam to dopiero się działo. Codzienny gwałt na języku amerykańskim. Pseudoangielskie słówka wplatane w polskie dialogi. Strasznie mnie to raziło na początku, ale przyznaje bez bicia, że jako potulny leming podążający za tłuszczą, sama po paru tygodniach nabrałam takiego nawyku. Nie ma jak to obijać sobie język używając erkondyszyn zamiast swojskiego klima (chociaż taki garbyś brzmi o wiele przyjaźniej niż śmieci). Poznałam kilkunastu Polaków, wszyscy mówili „pary” zamiast party. W pewnym momencie zwariowałam i miałam wątpliwości jaka forma jest poprawna. Może to ja się mylę, może to mnie w szkole nauczyli źle? Skończyłam nasłuchując wymowy rodowitych Amerykanów z dziada pradziada, uskutecznianej w 555 dostępnych kanałach amerykańskiej kablówki. Brejnfak.

Schodzimy na psy z językiem polskim. Nie chodzi wyłącznie o kwestię zapożyczeń z języków nam obcych. Nie tylko posiadacze blogów mają z tym problem. Bronku bij się w pierś! Panowie i panie z telewizji też. Przykładowo zdziwiło mnie jak często w wiadomościach czy innych faktach, używa się kolokwializmów, które według mnie nie powinny do nich trafić w ramach poważnego reportażu. Do tego słyszę je najczęściej w telewizji publicznej, która ma przecież za zadanie nauczać i oświecać ciemne masy takie jak ja. Ale może to dlatego, że naród nie płaci abonamentu… Sama też się kajam i przyznaję, że mimo szczerych intencji przecinki stawiam gdzie popadnie (i jest to najlżejszej wagi przewinienie przeze mnie popełniane). Na koniec jednak akcent optymistyczny: polska kurwa trzyma się dzielnie a i huja dawno już nie widziałam ;)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s