18.06.12 Poniedziałek – dzień długi już z nazwy

Praktycznie nie posiadam swetrów. Mam dokładnie 3 – no dobra 4, ale ten ostatni został uzyskany wbrew mojej woli. Bluza nr 1 jest, na wzór paszportu Unii Europejskiej, w kolorze burgundzkiego wina. Mam ją jeszcze z czasów licem. Obecnie używam jej tylko i wyłącznie wtedy, gdy jestem słabowitego zdrowia, a jestem zmuszona gdzieś wyjść (zawsze choruję raz do roku, zawsze leczę się Teraflu, nigdy nie idę do lekarza). Bluza nr 2, kupiona bodajże na początku studiów, jest chamsko żółta, z niewiadomego pochodzenia, niemożliwą do usunięcia plamą po jednej i zielono-czerwonym kurczakiem po drugiej stronie. Z wiadomych przyczyn nie jest używana. Bluza nr 3 to w zasadzie sweter. Jedyny egzemplarz spośród tu wymienionych, który w miarę regularnie noszę. Głównie w torebce, gdy temperatura spada poniżej -15 stopni Celsjusza – na wypadek gdyby zrobiło mi się zimno. Numerek 4 otrzymałam w ramach prezentu. Jest okropnie wręcz welurowy, co uniemożliwia pokazanie się w nim gdziekolwiek poza pomieszczeniem bez okien i oświetlenia. Podobnie jak nr 2 służy tylko i wyłącznie do zajmowania miejsca w szafie.

Mimo to, gdy widzę bluzy ze strony sexy-sweaters miękną mi kolana i włącza się niepohamowany ślinotok. Co prawda nie są one na sprzedaż, jednak dla chcącego nic trudnego. Wystarczy dobrze poszukać i okaże się, że w Polsce są sklepy oferujące takie ubrania. Może i zdarza im się być na bakier z prawami autorskimi, ale nie odbiera im to uroku.

sugarpills.bigcartel.com

alohafromdeer.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s