09.07.12 Poniedziałek – dzień długi już z nazwy

Fioletowa koparka. W ciągu paru lat mojej żałosnej egzystencji widywałam tylko żółte (względnie brudno żółte) lub pomarańczowe (względnie brudno pomarańczowe). Aż któregoś dnia trafiam na coś takiego, do tego z różowym akcentem. Śmiało mogę stwierdzić, że to najładniejszy sprzęt do rycia w ziemi na dużą skalę jaki kiedykolwiek widziałam.

Zdjęcie niestety bez żadnego ciulowego efektu z Instagramu.

Może ktoś kiedyś pomyśli o fashionistkach-budowlańcach, które chętnie używałyby narzędzi zaprojektowanych według najnowszych trendów w modzie? Pastelowa piła, neonowa glebogryzarka, ozdobiony ćwiekami walec lub młotek wysadzany kryształami Swarovskiego.

Albo chociaż różowy z pierzem. Taki widziałam w jednym z moich ulubionych seriali: Gilmore Girls – w Polsce Kochane Kłopoty, jednak nie przepadam za tą nazwą. Niewiele jest tytułów, które rzeczywiście mnie śmieszą. Rzeczywiście, to znaczy, że naprawdę się przy nich śmieje, a nie – jak bywa to w przypadku większości komedii, po prostu przyjemnie się je ogląda, by w najlepszym przypadku od czasu do czasu skrzywić twarz uśmiechając się półgębkiem. Ten serial należy do chlubnych wyjątków, które mnie bawią. Do tego absurdalny humor i ilość słów na minutę jakie wyrzucają z siebie główne bohaterki przypomina mi mocno sposób w jakim prowadziłam rozmowy za znajomymi w pięknych i młodych czasach licealnych.

Typowo komediowy serial, który zawsze mnie rozśmieszał to Przyjaciele. W sumie nie wiem czemu akurat ten tytuł. Nie potrafię wskazać co jest w nim takiego niezwykłego, jednak nie ważne który sezon oglądam zawsze mnie rozwesela.

Kolejna klasyka: Seks w wielkim mieście. Lubię w nim to, że nie jest zabawny w oczywisty sposób. Aktorzy nie robią dziwnych min i póz. Nie ma śmiechu publiczności w tle. Muzyki, która wskazuje, które momenty mają być śmieszne. Na studiach miałam pewnego wykładowcę, który nigdy nie opowiadał kawałów, ale często mówił rzeczy zabawne. Robił to z kamiennym wyrazem twarzy, nie zmieniając tonu głosu, tak jakby dalej ciągnął swój wywód na temat charakterystyki stowarzyszenia rejestrowego. Przez to część ludzi nie orientowała się kiedy mówił coś śmiesznego, część śmiała się z opóźnionym zapłonem. Podobnie jest w Seksie w wielkim mieście. Są tam celne spostrzeżenia, cięte riposty i inteligentny humor, nie ma odgrywania śmiesznych scenek i opowiadania dowcipów.

Jednak moim królem wśród seriali komediowych są zdecydowanie Hoży Doktorzy. Humor tam zawarty jest totalnie wykręcony i absurdalny. Mistrzostwem świata są scenki przerywnikowe, które nie wykazują absolutnie żadnych punktów stycznych z rzeczywistością i musieli je pisać scenarzyści po sporej dawce leków polanych alkoholem. Swego czasu Comedy Central wałkowało tę serię do upadłego. A ja oczywiście oglądałam ją na okrągło. Powtórzone powtórki powtórek. Mimo to nie przestawał mnie bawić. Nie przeszkadzało mi nawet to, że nauczyłam się niektórych kwestii na pamięć. Wykrzykiwałam je przed aktorami, by następnie i tak śmiać się gdy sami je wypowiedzą (ale to może wina mojej zaawansowanej choroby psychicznej). Niestety najnowsze sezony nie trzymają poziomu i najzwyczajniej w świece nie są ani trochę zabawne.

Komedie romantyczne – cechuje je to, że nie są ani śmieszne ani romantyczne. Dodatkowo głupie jak but historie uwłaczają inteligencji średnio rozgarniętego orangutana. Co jeszcze mogłabym znieść, jako że uważam, iż codzienna dawka odmóżdżenia jest równie ważna co 5 porcji warzyw, owoców lub soku. Niestety są na dodatek mega nudne. Chlubnym wyjątkiem jest 500 Dni Milości. Moja ulubiona scena z filmu to oczywiście gra w penisa.

Kolejnym wśród rozweselaczy jest Mała Miss. Oglądałam go kilka lat temu, więc niewiele pamiętam z fabuły, ale utkwił mi w pamięci fakt, że co chwilę wybuchałam śmiechem, co nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej (wtedy jeszcze nie znałam Hożych Doktorów:). O dziwo Juno, który był dość mocno wychwalany i który oglądnęłam za poleceniem znajomych, którzy stwierdzili, że skoro spodobała mi się Mała Miss, to spodoba mi się i ten tytuł, już mnie niestety nie zachwycił.

Ponownym odkryciem jest dla mnie Teoria Wielkiego Podrywu. Ponownym, jako że kiedyś oglądnęłam parę odcinków i naprawdę mi się spodobał, wkrótce niestety zniknął z anteny. Teraz na CC leci jakiś nowszy sezon i stwierdziłam, że muszę się z nim bliżej zapoznać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s