Komputer dla ubogich

Czyli czego używam, by ułatwić sobie życie wirtualnym świecie. Ogłaszam wszem i wobec, że oto ten wpis będzie prezentował poziom wskazówek jak powiesić półkę na ścianie udzielanych przez córkę premiera (kto czytał ten wie, kto nie czytał, lepiej dla niego). Istnieją jednak na tym świecie osoby (mój brat, moja rodzicielka i zgodnie ze stereotypem panie i panowie w urzędach), które w temacie są jak dzieci we mgle i im ten post jest dedykowany (chociaż trochę kłóci się to z logiką, bo niby kto taki tutaj zagląda (w sumie pytanie powinno brzmieć kto tutaj w ogóle zagląda)). Po drugie oczywiście zestawienie jest w 100 % subiektywne.

Na pierwszy ogień idą rozszerzenia dostępne w przeglądarce, osobiście korzystam z Chrome  (inne przeglądarki powinny mieć odpowiedniki podanych przeze mnie programów).

Checker Plus for Gmail™ (osobiście korzystam też z Gmaila)  sprawdzacz poczty. Genialne urządzenie. Dzięki niemu do minimum ograniczyłam konieczność wchodzenia na swoje konto pocztowe. Wszystko jest załatwiane w magicznym okienku. Mogę tu czytać wiadomości, kasować je, oznaczać jako spam, nadawać etykiety. Niestety nie mogę odpowiadać i przenosić do folderów. Zaglądanie do kosza oraz spamu też nie jest możliwe. Jednak mi dostępne opcje mi w zupełności wystarczą (może gdybym pisała więcej maili miałabym co do tej kwestii odmienne zdanie). Działa to w ten sposób, że obok paska adresu pojawia się ikonka koperty. O otrzymaniu wiadomości informuje nas sygnał dźwiękowy, a z boku obrazka pojawia się liczba oznaczająca ilość nieprzeczytanych wiadomości. Wystarczy kliknąć na kopertę, a pojawia się okienko, w którym można wykonać operacje, o których piszę wyżej. Jednak najfajniejsze w tym jest to, że mogę kogoś zaatakować wykrzykując mu na gg: Wysłałeś/aś mi maila! Zanim zdąży mi o tym napisać. Wiem, że to totalnie lamerskie, ale w sumie nie ma się co dziwić, w końcu jestem osobą, którą czerpie radość życia z faktu, że pierwsza weszła na pasy po zmianie światła na zielone.

Obrazek nie związany z tematem, ale nie mogę przecież zostawić tyle tekstu bez zdjęcia. Czegoś adekwatnego nie chce mi się ze względu na trudności techniczne nie mogę stworzyć, a to przecież jest śmieszne, więc nikt się nie obrazi.

Adblock   prowadziłam kiedyś wirtualną konwersację z koleżanką na temat pewnego serwisu czasopochłaniacza (głupie historyjki, debilne teksty, mało inteligente obrazki – ogląda się to godzinami). Stwierdziła, że byłby bardzo fajny, gdyby tylko nie te irytujące reklamy. Wtedy dowiedziałam się wreszcie o co chodzi z tymi czarnymi kwadratami pomiędzy kolejnymi postami. Naprawdę nie wiem jak można funkcjonować bez zainstalowanego programu, który całe to tałatajstwo hulające po ekranie będzie usuwał. Co ciekawe jak na razie analiza komputerów znajomych i rodziny wykazała, że tylko ja używam Adblocka. Dziennik pokładowy kapitan Maryni, dzień 463 poszukiwania nadal trwają…

Google Quick Scroll  umożliwia przechodzenie bezpośrednio do tych elementów, które odpowiadają wynikom wyszukiwania. Czyli Google znajduje mi wyszukiwane hasło na stronie długiej na trzy kilometry, lecz ja bezstresowo i radośnie klikam sobie gdzie trzeba i zostaje przeniesiona od razu w miejsce, w którym znajduje się interesujący mnie fragment.

Trun Off the Lights – wyłącza światło w czasie oglądania YouTube, czyli po prostu ustawia ciemne tło poza oknem filmiku. Ale nie tylko, można sobie włączyć kolorowe obramowanie, albo wgrać obrazek, zamiast zwykłego zaciemnienia, oraz wybrać które z elementów strony będą widoczne oprócz samego filmu i zapewne zrobić wiele innych rzeczy, co do których jednak nie wykazałam większego zainteresowania. W celu uruchomienia programu należy każdorazowo wcisnąć ikonkę w pasku adresu (dzięki dodatkowi Browser Buttton For Turn Off the Lights ikonkę można umieścić obok tegoż paska (nie mam pojęcia jak się takowa przestrzeń nazywa)) lub skorzystać z opcji, która będzie to robić za nas za każdym razem gdy włączać się nam będzie filmik.

Search by Image (by Google)  wyszukiwarka ilustracji. Przeszukuje nam internet w poszukiwaniu danego obrazu. Oferuje także opcję poszukiwania obrazków w podobnym stylu. Można dzięki temu odnaleźć źródło danej ilustracji – sklep, w którym można kupić rzecz, która się nam spodobała, blog, z którego pochodzi interesujące nas zdjęcie (słowem kolejne ułatwienie w uprawianiu stalkingu :)

Coż powiedzieć, mam specyficzne poczucie humoru.

Kliknij aby uruchomić Flash  jak sama nazwa wskazuje wyłącza Flash – który zżera nam zasoby procesora (czy jakoś tak:P). Uruchamia się on dopiero gdy na to zezwolimy. Dziką i chorą satysfakcję sprawia mi świadomość, że dzięki temu rozwiązaniu zamiast (niektórych) reklam (nie zablokowanych przez Adblocka) pojawia się szary prostokąt z rysunkiem puzzla. I nic to, że zasłania mi on ekran w takim samym stopniu jak robiłaby to reklama. Ważne, że nie widzę tego badziewia, które ktoś nachalnie próbuje mi wcisnąć. Poza tym dzięki temu filmiki w YouTube nie uruchamiają się automatycznie (chociaż do tego także można sobie ściągnąć specjalną wtyczkę) Ustawienia > Pokaż ustawienia zaawansowane > Ustawienia treści > Wtyczki > Zaklnij aby uruchomić.

Z innych przydatnych funkcji, programów oraz stron:

Skrót do pulpitu – mój brat go nie posiada. Nie wiem jak to możliwe. Jak można żyć w ten sposób? Jak działa skrót? Wystarczy kliknąć w takowy i zostajemy przeniesieni na pulpit. Proste i szalenie przydatne. Zwłaszcza, gdy ktoś jest emocjonalnie związany ze swoją tapetą.

Ctrl+F – powiedzmy, że to taka wyszukiwarka i Quick Scroll w jednym. Wciskam tę kombinację klawiszy i wpisuję frazę, którą poszukuję w całym tekście – jednak w przeciwieństwie do Googli wyszukiwane jest dokładnie to słowo, literka po literce. Można sobie w ten sposób policzyć wszystkie nie w dokumencie. Podobno kiedyś przeprowadzono test wśród grupy ludzi, której praca ściśle łączyła się z koniecznością używania komputera (urzędnicy?) polegający na tym, że dano im 300 stronicowy tekst i kazano odnaleźć dany fragment. Ponoć zdecydowana większość osób nie użyła podanego tutaj polecenia, tylko żmudnie przeszukiwała stronę po stronie. Smutne… ale może nie prawdziwe (nie pamiętam dokładnie :P).

Dropbox – aplikacja do pracy w chmurze. Patent polega na tym, że pliki znajdujące się w folderze zaczynają życie w wirtualnym świecie – tj. są wysyłane na serwer, dzięki czemu mamy do nich dostęp niezależnie od tego z jakiego komputera korzystamy (pozwala to także na dzielenie się nimi z innymi osobami). Zaczęłam korzystać z tego rozwiązania, gdy dorobiłam się w domu drugiego komputera (oczywiście mogłabym się po prostu przejść do tego pierwszego, ale to wiązałoby się po pierwsze z koniecznością wyłonienia się z otchłani pieleszy (nazywanych przez moją rodzinę barłogiem z uwagi na fakt, że kiedyś idąc spać znalazłam tam talerz po pierogach), a po drugie pokonania przyklejonego do monitora brata w walce na śmieć i życie, co byłoby dla mnie zdecydowanie zbyt dużą dawką aktywności fizycznej).

Pinterest – zapewnie nie tylko ja mam na dysku mnóstwo zdjęć rzeczy, które mi się podobają, a na które mnie nie stać (przez niektórych zwanych inspiracjami). Prawda jest taka, że do tego folderu praktycznie nigdy się nie zagląda (chyba, że przez przypadek po pijaku). Tak więc ta przytłaczająca ilość plików tylko zaśmieca komputer. I tu na ratunek przychodzi Pinterest. To taka wirtualna tablica, na którą wrzuca się te wszystkie głęboko inspirujące obrazki. Nie dość, że dzięki temu katalogujemy zdjęcia w przystępnej formie, dajemy odetchnąć naszemu dyskowi to do tego mamy bezpośredni odnośnik do strony, z której daną fotkę skopiowaliśmy (w tym celu wystarczy kliknąć na obrazek). Plus mamy dostęp do tablic innych osób, z których możemy przepinać sobie to, co nas interesuje.

Filmweb – czyli baza filmów (oraz z niewiadomego  powodu gier), a także recenzje, dyskusje na ich temat, zapowiedzi nadchodzących tytułów, publicystyka, blogi użytkowników itp. itd. Plus dodatkowe funkcje takie jak repertuar kin w naszym mieście, program TV, pogoda i  najciekawszy dodatek czyli system rekomendacji. Poleca on filmy, które mają szanse się nam spodobać (u mnie w większości przypadków się sprawdza). Jeżeli nie jesteśmy foreveralone, to możemy także podpatrzeć co oglądają nasi znajomi (działa nawet lepiej niż rekomendacje). Filmweb pomógł mi odnaleźć wszystkie bajki i bzdurne seriale oglądane z czasów dzieciństwa, dzięki czemu mogłam poczuć się staro i zwiędle. Należy jednak uważać na możliwość połączenia konta z Facebookiem. Opcja ta automatycznie dodaje znajomych fanów Filmwebu do naszych znajomych. A mogą to być osoby, których tam nie chcemy, bo jak stwierdził mój kolega: nie chce mieć jakiś chuj*w w moich znajomych i oglądać ich ch*jwych ocen chu*owych filmów.

Współczesna rodzina.

MyAnimeListNet – coś jak Filmweb, tylko że dotyczy anime i mangi. Nie ma automatycznego systemu rekomendacji, jednak zbliżone tytuły polecają sami użytkownicy (a tych czasem ponosi fantazja w doborze podobnych produkcji).

Last.Fm – Filmweb w wersji muzycznej. Niestety polecajka w moim przypadku jakoś się nie sprawdza. Działa na zasadzie podawania podobnych wykonawców, jednak czasem wybór jest dokonywany nie na podstawie gatunku muzyki uprawianej przez daną osobę, tylko podług jakiegoś innego kryterium. Np. w przypadku śpiewającej aktorki dostajemy rekomendacje innej śpiewającej aktorki (przy czym jedna może grać metal typu ave satan, druga chamski pop). Dodatkowo mamy licznik odtworzonych utworów – jednak żeby działał należy ich słuchać używając określonych programów lub odtwarzaczy mp3 (w przypadku mojego ipoda raz działa innym razem niekoniecznie).

Bloglovin.com –  strona, która pozwala mi być na bieżąco z wpisami na blogach, które obserwuję. Wystarczy się zarejestrować, a następnie stworzyć listę adresów, które co jakiś czas będą sprawdzane pod kątem nowych treści – na stronie pojawi się stosowne menu z nazwą bloga, tytułem postu i ewentualnym zdjęciem. Jedno kliknięcie i zostaje się przeniesionym wprost do interesujących nas treści. Ponadto istnieje możliwość zainstalowania rozszerzenia Bloglovin’ w Chromie, które pokazuje liczbę nieprzeczytanych dotąd wpisów (więc nie trzeba za każdym razem samodzielnie tego sprawdzać).

W związku z tym, iż nie jestem dobra w zakończeniach, podsumowaniach i słowach końcowych dodam tylko, że żaden z twórców, nie zapłacił mi za reklamę ich produktów. Nie zrobiła tego także żadna osoba trzecia z nimi powiązana. Żadna korzyść majątkowa w sposób pośredni lub bezpośredni nie trafiła w moje ręce. A szkoda bo chętnie bym przyjęła :(

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s