Bansuj dziewko, bansuj: V-Unit – V dla siłowni (Klata, plecy, barki)

Ostatnio w celu odchudzenia się zatrudniłam sobie prywatnego trenera. Z wielkim oporem i wahaniem bowiem wynajęłam w tym celu brata. Co prawda ukończył on wf, od kilku lat masi się, trenuje MMA, ma uprawnienia instruktora piłki nożnej, fitnessu, samoobrony, a nawet ratownika WOPR, jest kumaty, czyta opracowania na ten temat (ostatnio katuje te po angielsku), ale przecież widziałam jak robi kupę do nocnika*. Jak ogląda najbardziej odmóżdżające filmy, które ujrzały światło dzienne, jak gra godzinami w Herosa, Cywilizację lub siedzi na Facebooku, jak nie wie jak zrobić galaretkę w wieku 20 paru lat, jak ślini się do zdjęć lasek w bikini w necie, jak dłubie sobie w nosie, jak tańczy po pijaku a następnie zgoni na ławeczce na mojej imprezie sylwestrowej, oraz jak robi rzeczy które wstyd wspominać. Poza tym działa mi czasem na nerwy tak, że mam ochotę zrobić mu krzywdę – analogiczne on pewnie odczuwa to samo, więc obawiałam się, że dam mu ku temu okazję, a on będzie czerpał sadystyczną przyjemność z męczenia  i wyśmiewania mnie.

Nie wiem czy kiedykolwiek oglądaliście jakiś program, w którym obleśne spaślaki mają za zadanie schudnąć. Podczas pierwszego treningu te żałosne grubasy narzekają, stękają i jęczą, często płaczą, a nawet rzygają po tym gdy ktoś kazał im w końcu ruszyć ich wielki, zatłuszczony tyłek. Jestem dokładnie takim typem kanapowego kaszalota, więc identyczny  obraz nędzy i rozpaczy przedstawiałam gdy brat wziął się za trenowanie mnie. Nie było tylko płaczu i użalania się nad sobą, bo akurat dumę przedkładam ponad wszystko – nawet ból fizyczny – dlatego starałam się (kluczowe słowo) wykonywać każde polecenie. Do tej pory ćwiczyłam jedynie na orbitreku, teraz mam zajęcia „ogólnorozwojowe”. Według brata są bardzo dobre, bo przerabiamy wszystkie mięśnie, a ze względu na intensywność podkręcają metabolizm. Według mnie nie mam po nich siły podnieść rąk by umyć sobie głowę, a ze względu na intensywność przez godzinę od zakończenia treningu chciało mi się wymiotować.

Z tej okazji tematyczny utwór muzyczny. Dawniej zapodawałam go bratu lekko się przy tym z niego nabijając, teraz będzie stanowił motyw przewodni mojej walki z kilogramami.

* Dla rozwiania wszelkich wątpliwości – jedyny przykład nie odnoszący się do czasu teraźniejszego, a dotyczący zamierzchłej przeszłości.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s