28.01.13. Poniedziałek dzień długi już z nazwy

By godnie zaliczyć pierwszy poniedziałek 2013 roku dzisiejszy wpis poświęcę rzeczy, która jest chyba uniwersalnym środkiem sprawiania ludziom radości. Niezależnie od przedziału wiekowego (:P), płci czy miejsca zamieszkania. Nie, nie będzie o seksie. Ani o kawie (ponoć, mimo że są osoby, które jej nie lubią, to nie ma takiej, której nie podobałby się jej zapach – nie wiem skąd powzięłam taką informacje, najprawdopodobniej jakiś 13 letni onanista napisał tak na Wikipedii). Będzie o alkoholu.

Pewnego pięknego poranka natrafiłam w sieci na gorącą dyskusję, której celem było wskazanie które piwo jest najlepsze. Uczestnicy zażarcie przerzucali się argumentami, wątek ciągnął się w nieskończoność, nikt nie chciał ustąpić, nie zdając sobie sprawy jak niezbyt mądra jest ta cała debata. Niezbyt mądrą gdyż po pierwsze o gustach kulinarnych nie ma większego sensu dyskutować (niech mnie ktoś spróbuje przekonać werbalnie, że tłusta galretka mojej siostry jest tak naprawdę jedwabiście smaczna). Po drugie strony dowodziły swoich racji używając stwierdzeń typu: nie znasz się, twoje piwo to siki, moje to miszczostwo świata. Po trzecie porównywano tam trunki typu Lech, Warka, Leżajsk, Tyskie itp. itd. Czyli tylko te szeroko dostępne i popularne. To jakby rozmawiać o najlepszych samochodach rozprawiając co jest lepsze: maluch czy polonez (na autach się nie znam, więc lepszego przykładu nie wymyślę). Nikt słowem nie wspomniał o piwach regionalnych.

piwna półkaPiwna półka. Powstała spontanicznie w związku z tym, iż koło łóżka mam zestaw półek, lecz niestety z uwagi na lichy wzrost (gdy rozdawali centymetry stanęłam drugi raz w kolejce po rozum, niestety okazało się, że rozdzielali tam brak szczęścia w życiu i wrażliwe dziąsła) nie mam dostępu do wszystkich. Dlatego na najwyższe wrzucam rzeczy, z którymi nie bardzo wiem co dalej robić. Nie wygląda to najlepiej dlatego postanowiłam zasłonić je butelkami. Na potrzeby zdjęcia śmieci powyższe obiekty oczywiście usunęłam. Trzecia od prawej fritz-kola, ponoć hipsterska cola, którą w Polsce sprzedają za 8 (!) zł (w kraju produkcji za połowę ceny). Kupiłam ze względu na fajną etykietę i słodzenie stevią. Smakuje jak każda inna cola, do tego jest strasznie nagazowana przez co zmasakrowała mi żołądek. Po jej wypiciu dla równowagi, by nie zostać przypadkiem hipsterem, nabyłam puszkę z Coca-Colą, w której przewiozłam ową butelkę przez granicę co by zneutralizować jej alternetywność przez totalną komerchę. Czwarty od lewej Somersby, którym zachwycała się na tyle duża grupa osób by zachęcić mnie do zakupu. Nie podzielam entuzjazmu – smakuje zupełnie jak Perła Summer (czyli średnio), a jest dwa razy droższy.

Tutaj pojawia się problem, bo prawdę mówiąc nie potrafię powiedzieć, co tak naprawdę oznacza nazwa piwo regionalne. Konsumentowi ten termin ma kojarzyć się z napitkiem wytwarzanym (co jasne) przez regionalny browar. Który od masówki różni się dbałością o smak i jakość produkcji. Tyko co w sytuacji, gdy taki złoty (lub nie) napój odniesie sukces, zacznie być wytwarzany w coraz to większych ilościach, a dzięki dobrej dystrybucji stanie się coraz powszechniej dostępny? Już nie będzie piwem regionalnym (tak to określa UE stwierdzając, że browar regionalny to taki, który produkuje nie więcej niż 200 tysięcy hektolitrów rocznie)? Lub gdy sprzedaje w regionie, a jest strasznym sikaczem:PP Stworzenie definicji zostawię ekspertom, bo osobiście na piwie , jak zresztą na wszystkim innym się nie znam.

Wiem tylko, że taki browar smakuje zupełnie inaczej niż to co produkują koncerny. Inaczej czyli lepiej :) Po spróbowaniu takich wyrobów nie che się już wracać do popularnych piw. Czemu uważam, że jest to produkt, który powinien spełnić wymagania wszystkich grup obywateli? Rodzajów takiego trunku jest mnóstwo, więc każdy na pewno znajdzie taki, którego smak mu odpowiada. Nawet jeżeli za tym alkoholem nie przepada. Może się wtedy skusić na piwo smakowe (wiśniowe, miodowe, czekoladowe, świąteczne). Lub na popularne obecnie radlery – czyli mieszankę piwa z lemoniadą. Które nawiasem mówiąc widziałam na półce mojego ulubionego pubu na długo przed tym gdy zyskały taką popularność, ale wtedy myślałam, że to po prostu kolejne smakowe piwo. Do tego wszystkiego dochodzi zabawa w odkrywanie nowych butelek (tak zwany fun z zaskoczenia). Idziesz i prosisz o padanie szóstego od lewej z drugiej półki. A potem następuje chwila napięcia tuż przed jego degustacją – gdy nie wiesz jeszcze czy będzie smakowało jak zrobione ze spopielonego zdechłego szczura (chyba nie lubię porterów) czy jak nektar zajumany przez kelnera z Olimpu. Minusy takiego piwa są tylko dwa. Po pierwsze dostępność – obecnie znam tylko 1 pub w moim mieście, który takie napoje serwuje. Dwa są one droższe niż normalne. Chociaż biorąc pod uwagę, że mieszkam na zapupiu zapewne jest to cena, którą standardowo trzeba zapłacić za zwykłe piwo w cywilizowanym świecie, więc narzekać nie mogę.

Piwo regionalne można oczywiście kupić także w sklepach. Co jasne w takich poświęconym alkoholom. Ale także w zwykłych spożywczakach. Jeżeli chodzi o sieciówki zaobserwowałam egzemplarze w Delikatesach Centrum, Tesco, Intermarché (u nich duży wybór różnych alko, nie tylko wśród browarów).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s