Confession Bear

Jestem szowinistyczną świnią. Przyznaje się bez bicia, mimo że raczej się z tym nie ujawniam. W sumie dla mnie samej jest to dość świeże odkrycie, dokonane w kwietniu 2010 roku na wyjeździe studenckim. Jako członek zarządu pewnego koła naukowego na mojej uczelni (powołana z braku laku, nikt inny się nie zgłosił – znajomi na wieść o mojej kandydaturze znacząco zamilkli, co było wielokrotne gorsze od spodziewanego wybuchu śmiechu i słów pełnych szyderstwa) wybrałam się na konferencje naukową skuszona darmowym alkoholem na imprezie integracyjnej. Wraz ze mną brała w niej udział relatywnie nowa koleżanka. I to ona uświadomiła mi, że jestem uprzedzona co do własnej płci.

Mianowicie po zakwaterowaniu i powtórnym zejściu do lobby hotelowego (oh jakże jestem światowa, bardziej ęą mogłabym być tylko gdybym zamiast do lobby zeszła do foyer) zobaczyłam grupkę nieznanych nam do tej pory uczestników owej konferencji, skutkiem czego  podjęłam w krótkim czasie stanowczą decyzję o natychmiastowej konieczności zapoznania z przedstawicielami innych uczelni. Towarzysząca mi znajoma podsumowała to krótkim stwierdzeniem, którego dosłownej treści nie jestem obecnie w stanie przytoczyć, ale którego sens brzmiał mniej więcej: no tak, do dziewczyn byś nie podeszła.

Dziwnym trafem w grupie owych nieznanych uczestników nie znalazł się nikt kto miałby tożsame ze moimi gruczoły rozrodcze. Dziwnym trafem ostatnim razem gdy stałyśmy w miejscu, w którym wypowiedziano powyższe słowa przed nami znajdowała się dość spora grupa takich osób. Grupa, która nie wzbudziła we mnie najmniejszej chęci zapoznania. I wtedy to do mnie dotarło. Nastąpił moment oświecenia, który zazwyczaj spotyka się tylko w amerykańskich filmach. Pojęłam jedną z zawiłości własnego charakteru – oczywistą oczywistość, której nie można na co dzień zauważyć z uwagi na fakt braku dystansu do siebie, a która bije blaskiem tysiącwatowej świetlówki, gdy ktoś w końcu wskaże na nią palcem: jestem szowinistyczną świnią!

Zacznę może od małego wyjaśnienia. Z odmętów owej opowieści nie wynika jasna konkluzja, iż jestem uprzedzona do kobiet. Nic podobnego. W zasadzie to nikt normalny nie powinien wysunąć takiego wniosku z opowieści jakieś dziewki, która wolała gadać z bandą facetów zamiast grupy lasek. O nie. Ten moment uświadomił mi tylko fakt bycia szowinistycznym wieprzem. Tak jak bezsensowne rozmowy z dennym kolegą uskuteczniane przez dr House’a mimo pozornego braku związku powodują u niego objawienie prowadzące do rozwiązania medycznej zagadki (co jest do oporu wykorzystywanym przez scenarzystów rozwiązaniem, wołającym pomstę do nieba za każdym kolejnym razem gdy widzimy je na ekranie telewizora). 

Można odnieść wrażenie, że moja chęć rozmowy z mężczyznami przy jednoczesnym braku zainteresowania kobietami mogła wynikać z prostego faktu, że poza pewnymi wyjątkami ci pierwsi podniecają mnie bardziej. Sutkiem czego w długie i chłodne zimowe wieczory moje myśli wolą umykać w stronę Rayana Goslinga niż Evy Mendes. Nic bardziej mylnego, chętniej rozmawiam z obcymi facetami niż obcymi babkami, bo na wejściu przypisuje kobietom (mężczyznom zresztą też) określony zestaw cech – jesteś kobietą, więc uznaję, że jesteś taka, a taka, masz penisa więc jesteś taki, a taki. Rozmywa mi się tu przekaz, więc spróbuję zobrazować go na przykładach (dla celów prezentacji nieco przejaskrawionych).

Jeżeli jesteś laską to nie che z tobą rozmawiać, bo pewnie nie będziesz łapać moich (przyznaję często specyficznych) żartów. Bo wszystko będziesz traktować na poważnie. Bo nie potrafisz wrzucić na luz tak jak facet, zwłaszcza gdy poznajesz kogoś nowego. Gdy niekoniecznie na serio powiem coś niekoniecznie miłego weźmiesz to do siebie. Skoro nie masz między nogami kilku centymetrowego zwisu to nie jesteś zaznajomiona ze wzajemnym sobie dogryzaniu i nie uważasz tego za zabawne. Twój poziom spiny jest o wiele większy. Gdy powiem coś dla ciebie niestandardowego to dzięki obecności jajników łatwiej będzie ci się do mnie uprzedzić. W moich słowach doszukujesz się drugiego dna, ukrytego znaczenia. Nie mogę zachowywać się przy tobie zupełnie swobodnie, muszę uważać na to co mówię. To mnie męczy, dlatego wole gadać z facetami.

Wolę gadać z facetami bo prawdopodobieństwo, że dzielimy te same zainteresowania jest małe. Ja nie sikam z radości na widok dzieci. Otwarcie przyznaję, że nie znajduję dla nich praktycznego zastosowania. Mam listę rzeczy, dla których warto nie mieć dzieci. Wszystkie niemowlaki wyglądają dla mnie tak samo. Twierdzenie, że dziecko jest podobne do mamusi lub do tatusia jest dla mnie objawem zbiorowej halucynacji. Jedyną osobą, do której podobny jest noworodek jest inny noworodek. Lubię buty, torebki, kosmetyki, ubrania. Jednak ich styl w dużej części uznasz za infantylny. W złym tego słowa znaczeniu. W moich oczach jest to kolejny wynik spięcia pośladów. W takich rzeczach chodzić to wstyd, co ludzie powiedzą. Dla ciebie jestem dziecinna, dla mnie masz problem z dystansem do siebie. Uwielbiam gry wideo. Kolejna rzecz, która według ciebie trąci brakiem dojrzałości. Gdy mówię, że grałam 11 godzin bez przerwy w Resident Evil 5 zupełnie mnie nie rozumiesz. Patrzysz dziwnie, nie mamy dalej o czym rozmawiać (bo w Angry Birds nie grywam). Uważam, że komedie romantyczne nie są ani śmieszne, ani romantyczne. Telenowele są idiotyczne. Wolę już tracić czas strzelając w ryj zombiakom.

Trudno mi się z tobą dogadać. Nie znam kolorów, którymi się posługujesz. Nie rozumiem twoich emocjonalnych uniesień. Nie wiem czego ode mnie chcesz. Cenie porosty przekaz, krótki i jasny. Jeżeli masz coś do mnie to powiedz, daj mi w ryj. Ty nie dasz, jesteś miła. Nie przepadam za miłymi ludźmi, wolę ludzi z charakterem. Nudno się z tobą gada. Nie rzucisz żartem, ani wulgaryzmem. Jesteś do porzygu poprawna politycznie. Martwisz się opinią innych. Nie wiem po co do mnie dzwonisz, nad czym się tyle chcesz rozwodzić. Jesteś niezdecydowana, doprowadza mnie to do szału. Skoro mówisz, że ci obojętne to wybierz cokolwiek, a nie stoisz na środku ulicy zastanawiając się co zrobić.

Powstaje pytanie czemu przez tyle lat nie zdawałam sobie sprawy, że przyjmuję taką postawę. Z prostego powodu – ukrywam takie podejście wobec nowo poznanych osobników żeńskich pod pod płaszczykiem (nazwijmy to) feminizmu. Uważam, że kobiety w niczym nie ustępują mężczyznom. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że zrobię coś gorzej od kolegi tylko i wyłącznie z uwagi na fakt, że  trudniej sika mi się na stojąco. Lub, że korzystniej będzie poprosić o przysługę znajomego, zamiast koleżanki, gdyż lepiej zajmie się moim problemem dzięki temu, że posiada penisa (ok, ten przykład ewidentnie źle się kojarzy  – mam kłopot, który tylko penis kolegi jest w stanie rozwiązać). Gdy okazało się, że do nowo nabytej pracy oprócz mnie przyjęto trzy laski i tylko jednego faceta i pomyślałam eh :( to ostatnim powodem tego eh mogła być myśl, że ktoś z prąciem byłby bardziej odpowiedni na tym stanowisku. Jeżeli ktokolwiek ośmieliłby się wysnuć tezę, że moje przyjaciółki ze studiów z uwagi na fakt posiadania pochwy są chociaż pół grama mniej kompetentne od osobników bez jajowodów, to zabiłabym go śmiechem słyszanym w promieniu najbliższych trzech kilometrów (sześciu w bezwietrzną pogodę). Jednak gdy mam telefonicznie coś załatwić reagują westchnieniem ulgi na dźwięk męskiego głosu w słuchawce. Bo uważam, że łatwiej będzie mi się dogadać z facetem.

Moi najlepsi przyjaciele to w 80% kobiety. Moi najmądrzejsi przyjaciele to w 100 % kobiety. I chyba to tutaj jest pies pogrzebany. Tu tkwi przyczyna owego dualizmu – tego, że rozdarta jak sosna w Ludziach bezdomnych jestem w stanie zarówno twierdzić, że nie che gadać z laskami, bo są beznadziejne, jednocześnie uznając, że nie ustępują one w niczym facetom. Powyższy opis nie dotyczy moich koleżanek. Nie dotyczy mnie. Nie dotyczy wszystkich kobiet. Sens mojego seksizmu tkwi w tym, że przy spotkaniu nieznanej białogłowy przyjmuje powyższe domniemania. Póki ów osobnik płci żeńskiej z rodzaju homo nie rozczaruje mnie pozytywnie będę się trzymać owych założeń. Musi mi pokazać, że nie jest tym, czym wszystkie seksistowskie świnie twierdzą, że jest. Że ma w poważaniu model zachowania jaki ktoś próbuje mu narzucić. To moje jedyne usprawiedliwienie na takie podeście do kobiet. Stereotypowy prawdziwy facet ma być pewny siebie, konkretny, stanowczy, odpowiedzialny. Ma nie uzewnętrzniać się zbytnio, nie rozróżniać kolorów, nie chodzić w rurkach, nie używać dezodorantu i polować na mamuty. Niechże i tacki będzie, niespecjalnie mi to przeszkadza. Jednak gdy kobieta zaczyna odpowiadać tradycyjnemu, stereotypowemu ujęciu wywołuje to u mnie wewnętrzne fuj*.

Drogą kolejnego sprostowania. Nie, nie uważam, się za lepszą czy wyjątkową. Nie myślę, iż jestem kimś, komu kobiety powinny udowadniać, że mają silny charakter. Moje domniemania oraz ich późniejsza weryfikacja nie są czymś, do czego przywiązuję wielką wagę. Nie prowadzę dzienniczków ocen swoich koleżanek, nie analizuję ich zachowania pod kątem odchylenia w stronę stereotypów lub ich zaprzeczenia. Moje założenie określonego typu zachowania u kobiet nie ma znaczenia większego niż to, jak ocenia się ludzi na podstawie tego jak są ubrani czy jakie wywierają pierwsze wrażenie. Jest to ważne, ale  wpływ na postrzeganie innej osoby może mieć tylko na progu znajomości. Przy czym początek ten może ograniczyć się do kilku minut. Gdy po chwili rozmowy następuje klik i wiesz już, że nadajecie i odbieracie na tych samych falach. Nawet jeżeli drugą stroną jest laską w ciąży, a ty nie jesteś fanką dzieci lub gdy nie lubi gier wideo w żadnej formie, a ty najchętniej zamknęłabyś się z konsolą i stosem gier w pokoju bez klamek, gdy przejmuje się nawet błahymi sprawami, a ty masz zlewkę także na to, na co niekoniecznie powinnaś, bo uskuteczniasz zasadę szaolińskich mnichów: bądź jak gołąb sraj na wszystko. W ogólnym rozrachunku liczy się tylko i wyłącznie to, jaki kto ma charakter, a nie co ma między nogami i jakie w związku z tym pojawiły się w mojej głowie wyobrażenia.

* W ramach ostatecznego wyjaśnienia. Nie potępiam kobiet, które przykładowo wybierają tradycyjny model rodziny. Które uważają, że mężczyzna powinien pracować, podczas gdy one będą wychowywać dzieci. Ja po prostu nie zgadzam się z takim podejściem i nie mam zamiaru wybierać takiej drogi życiowej. W konsekwencji oczywistym dla mnie jest też, iż prawdopodobieństwo, że zostaniemy super – duper przyjaciółkami z taką laską, z uwagi na fakt posiadania zupełnie różnych poglądów i upodobań drastycznie maleje. Jest to po prostu naturalna konsekwencja tego, że otaczamy się ludźmi, którzy są podobni do nas i mają ogólnie rzecz biorąc zbieżne z naszymi poglądy i strefy zainteresowań.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s