Tips & Tricks

Czyli tak zwane lifehacki (co by jeszcze bardziej skalać nasz polski język terminami zza granic wszelakich). Jak sama nazwa wskazuje lifehack to sposób na zostanie hakierem życia i oszukanie systemu. Jednak nie do końca oddaje to treść moich dzisiejszych wypocin, dlatego nagłówek brzmi tak, a nie inaczej. Tytuł nawiązuje do kącika kodów, oszustw i porad jaki zamieszcza(ło) się w różnego rodzaju pismach o grach wszelkich.

1. Plastry do depilacji
Z nieznanych mi powodów laski kupują plasterki przeznaczone specjalnie do depilacji twarzy, które, mimo że są jakieś 6 razy mniejsze od normalnych kosztują praktycznie tyle samo. A wystarczy kupić sobie standardowe plastry i przyciąć adekwatnie do potrzeb. Taniej, więcej, a do tego lepiej zaadaptowane do indywidualnych nierówności twarzy.

2. Jajka
Nie trzeba ich gotować przez 10 minut. Ten sam efekt uzyskamy doprowadzając wodę do wrzenia (z jajami w środku oczywiście), a następnie przykrywając  garnek pokrywką na 600 sekund.

3. Autobus PKS
Często widuję ludzi przepychających się z końca autobusu ku drzwiom obok kierowcy, którzy nie mogą się wydostać, gdyż wyżej wymieniony zapomniał otworzyć tylnych drzwi, a ich bolą gardła, brak im na tyle donośnego głosu lub odwagi by krzyknąć domagając się wypuszczenia z pojazdu.
 W takiej sytuacji wystarczy spojrzeć w górę i wyszukać na suficie guziczek, po którego naciśnięciu wyjście staje przed nami otworem (nie dzieje się to automatycznie, to pan za kierownicą nas wypuszcza). Każdy autobus jest wyposażony w co najmniej dwa takie przyciski.

Poza tym niektóre fotele mają nie tylko w możliwość regulacji oparcia, ale także pozwalają na odsunięcie całego fotela w bok (w stronę przejścia, dając więcej miejsca pomiędzy nami, a współpasażerem po prawej, ewentualnie lewej stronie). Taki myk jest zazwyczaj dostępny tylko w autobusach przeznaczonych na dłuższe kursy typu Polska – zagranica lub u prywatnych przewoźników, ale ostatnio zauważyłam, że w PKSie też można go spotkać.

4. Dzwonki w komórce
Mój rekord to 15 nieodebranych połączeń od tej samej koleżanki. Mam trochę z tym problem. Z niewiadomych przyczyn praktycznie nigdy nie słyszę dzwonka. Wibrę mam natomiast słabą jak po braku śniadania z trzech ostatnich dni, więc o ile nie trzymam akurat telefonu w ręce, kieszeni spodni lub pomiędzy nogami ciężko jest się do mnie dodzwonić. Długo myślałam na sposobem przezwyciężenia tej trudności, jednak moja strategia sprowadziła się jedynie do  zwiększenia głośności. Rozwiązanie połowiczne, bo komórka nadal ginęła w odmętach torebki.

Akurat wtedy  w moim życiu nastał czas, gdy w związku z moją szaloną popularnością zyskaną dzięki objęciu stanowiska członka zarządu jednego z kół naukowych na mojej uczelni, duża liczba osób często szukała ze mną kontaktu. Z uwagi na wyżej wskazane tendencje mojego aparatu telefonicznego do ginięcia w niewyjaśnionych okolicznościach, a także próby połączeń o dziwnych porach oraz pod wpływem pomysłu zaczerpniętego z pewnego filmu postanowiłam plan taktyczny rozszerzyć  o wprowadzenie odmiennych sygnałów dźwiękowych dla różnych kategorii dzwoniących. I tak poza podstawową melodyjką ustawiłam osobne dźwięki dla pozostałych członków zarządu, ludzi z rodziny, przyjaciół, plus parę dodatkowych dla poszczególnych znajomych. Dzięki temu od razu wiedziałam czy rzucać się na swoje rzeczy w poszukiwaniu telefonu, bo dzwoni ktoś ważny, czy można sobie darować te heroiczne wysiłki, lub czy osoba dobijająca się o nieprzyzwoitej godzinie jest godna uwagi, czy należy jej się ignor lub co najwyżej zjebka za dzwonienie nie wiadomo kiedy itp. Nie jestem już studentką lecz ciągle stosuje taki podział, bo mimo, że jego użyteczność znacznie się zmniejszyła to nadal sprawia sporo frajdy z uwagi na fakt, że nie ma większej radości niż usłyszenie tego utworu gdy dzwoni do ciebie rodzicielka.

5. Jak nie chodzić obsranym przez gołębie
Pewnego dnia w liceum postanowiłam odpuścić sobie lekcje na rzecz poszukiwania nauszników (wtedy jakoś usilnie mało popularne i trudne do kupienia w mieście, do którego migrowałam). Logika nakazywała oczywiście by spotkać się potem w autobusie z koleżankami, które wracały ze szkoły. Jedna z nich wyciągnęła rękę w kierunku moich włosów z pytaniem skąd mam taki dziwny łupież. Z tytułu podpunktu łatwo wysnuć wniosek, że nie miałam żadnych problemów ze skórą głowy, lecz cały dzień przechadzałam sięz zafajdaną głową. Od tej pory pilnuje się, żeby nie trzymać się za blisko budynków i nigdy nie przecinać miejsc na chodniku znaczonych przez gołębie.

6. Podryw na…
Dawno (zdecydowanie zbyt dawno) temu ktoś wpadł na genialny pomysł, coby ukulturnić mieszkańców mojego miasta poprzez zaoferowanie im darmowych seansów filmowych podczas wakacji. Na jednym z takich pokazów zaprezentowano pewien obraz, z którego pamiętam do dzisiaj jedynie piach, błękitne w błękicie oczy bohaterów oraz to, że był on wprost fatalny. Niedługi czas po tym wydarzeniu dowiedziałam się, że pierwowzorem tego dzieła była książka, ponoć bardzo fajna i z niewiadomych powodów poprzysięgłam sobie, że kiedyś ją wypożyczę. I tak jakąś dekadę później dorwałam w swoje ręce Diunę. Nie zdążyłam jej wtedy przeczytać, z uwagi na konieczność zaopatrzenia się w podręczniki niezbędne do pisania pracy magisterskiej, jednak spotkało mnie wtedy coś dziwnego. Jeden z kolegów na wieść, że nie trzymam tej książki w rączkach dla ozdoby, lecz dlatego, że zamierzam zapoznać się z jej treścią zareagował szalenie entuzjastycznie, jakbym co najmniej zaoferowała mu spełnienie szeregu usług seksualnych. Niedawno dokonałam ponownego wypożyczenia tym razem dwóch tomów i odkryłam, że większość otaczających mnie mężczyzn zachowuje się podobnie. Nie mam pojęcia z czego to wynika, ale praktycznie wszyscy z pracy bardzo pozytywnie zareagowali na wieść, że tak umiem czytać, a ta pozycja nie znajduje się w mojej torebce przypadkowo. Wychodzi na to, że najlepszym sposobem na znalezienie pretekstu do zgajenia do obcego faceta jest rzucenie w niego egzemplarzem Diuny. Co dziwne żaden ze znajomych przedstawicieli płci ponoć brzydszej nie reagował równie życzliwie na wieść, że czytam pisma o konsolach i mogłabym mu sklepać tyłek w Virtua Fighter 4.

Z innych sposobów na zdobycie partnera życiowego: podryw na 10 zł. Uskuteczniony przeze mnie zupełnie przypadkiem gdy zapomniałam zabrać ze sobą reszty w sklepie nocnym. Przypomniał mi o tym dopiero kasjer. Mimo pustki głowie i na koncie butnie stwierdziłam, że po takie drobniaki to szkoda się wracać (jednocześnie chowając banknot do portfela). Sekundę po tym otrzymałam propozycję małżeństwa, więc pozostaje mi uznać, iż jest to doskonały sposób na zdobycie męża. Jednak gdy kandydat nie okaże się równie uczciwy (lub nie będzie leciał na bogate laski) możemy skończyć bez narzeczonego i z dyszką w plecy.

7. Ból fizyczny zabija ból egzystencjalny
Doła najlepiej jest mi rozchodzić. Ze słuchawkami na uszach i specjalnie w tym celu dobraną, zabijającą myśli (lub po prostu katującą bębenki) muzyką. Łazić można bez celu, ale osobiście wolę przy okazji załatwiać jakieś niezbyt zajmujące intelektualnie sprawy. Czytaj: kupuje pierdoły na różnych końcach miasta. Chodzić trzeba szybko, najlepiej na głodniaka. Po 3 – 5 godzinach takiego marszu, człowiek chce tylko usadzić gdzieś tyłek. A gdy to zrobi, po kilku minutach zaczyna czuć, że włażą mu w niego nogi i wtedy już nie potrzebuje niczego (ewentualnie jeść/spać) i nie ma siły przejmować się niczym. Jedyny minus tej metody: może czasem powodować niekontrolowane wybuchy szlochu na środku ulicy, przejściu dla pieszych czy ścieżce rowerowej. Poza tym jest nieco czasochłonna. Wtedy można zastosować wysiłek fizyczny z prawdziwego zdarzenia. Jak stwierdził brat męcząc mnie interwałem (czy tam hiitem, jak zwał tak zwał): ćwiczenia są dobre, już nie myślisz o problemach, nic nie chcesz,  chcesz tylko mieć spokój.

Szczęśliwa siódemka. Nie za wiele sposobów na lepszą egzystencję, może dlatego moje życie wygląda tak jak wygląda ;P

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s