2014

Gdybym tworzyła ten wpis trochę ponad 2 tygodnie temu napisałabym zapewne, że o dziwo, zgodnie z moimi nadziejami wyrażonymi w 2012, rok z niesprzyjającą końcówką okazał się dobry. Że dużo się u mnie zmieniło, że wiele się nauczyłam. Że spotkały mnie rzeczy, których się w ogóle nie spodziewałam, a które naprawdę okazały się bardzo ważne. Co w sumie jest prawdą. Tylko, że przełom 13/14 jak w aferze o lub czasopisma dodał do tego zakończenie, które zmienia wydźwięk tych słów. Z optymistycznego, na mniej optymistyczny. Bo to nie był, jak pozwolę sobie wyrazić się melodramatycznie happy end

Pierwszy raz coś dopierdoliło mi tak, że nie umiem się ogarnąć. W zasadzie nie była, to jedna sprawa, ale jak to określiłam opisując koleżance tragedia w 5 aktach. Krótki okres czasu + parę złych rzeczy na raz = mieszanka wybuchowa. A gdy pogarsza ci się nastrój, to wracają też dawne problemy. Chowane do tej pory w kącie za firanką. 

Już mniej więcej wiem czemu ludzie chleją by zapomnieć. Jak to jest upić się na smutno. Mieć ciepłą wódę na śniadanie. Urządzić sobie pijane popołudnie na mieście, robiąc nietrzeźwe zakupy w galerii (równoważnik zdania grosika nie trzeba jeszcze nigdy nie był tak trudny do wymówienia). Dowiodłam empirycznie, że można żyć wódką z colą i (świeżo wyciskanym) sokiem marchewkowym przez kilka dni. Szloch w miejscach publicznych, z naciskiem na środki transportu publicznego, także nie jest mi już obcy.

Dowiedziałam się też, że czasem warto z kimś pogadać. Że płacz obok drugiego człowieka też pomaga. Że nie trzeba zawsze mówić poradzę sobie, jak nie ja to kto. Że czasem lepiej przyznać się, że nie ma się już siły. Nawet jeżeli jedyne rady, które usłyszymy to sztampowe czas leczy rany, musisz zapomnieć, żyć dalej i wszystkie inne denne hasła na takie okazje.

Marek Aureliusz ponoć powiedział Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego. Internet zmienił to w hasło:

Nudziło mi się kiedyś, postanowiłam kupić sobie książkę. Nic mądrego, lektura na lato, tyle że po angielsku. How to talk to a widower. Było tam zdanie, które zapadło mi w pamięć. Wiem, że żeby iść dalej muszę odpuścić, ale ja po prostu nie chce odpuszczać. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s