Sobotni wkurw: brak inicjatywy, olewactwo i czekanie, aż mi coś spłynie

Konkretnie. Pojawiła się informacja, że władza patrzy przychylnie na podwyżkę w pracy. Jako iż nikt jeszcze za darmo zwiększenia uposażenia nie dostał, trzeba było spłodzić stosowną prośbę. Pojawił się głos namaszczający mnie na osobę, którą kopnie zaszczyć stworzenia takiego pisma. Wkrótce dołączyły do niego inne. Pomyślałam pół żartem pół serio spoko zawsze łatwiej zwalić robotę na kogoś innego. Jednak nie oponowałam, bo w końcu chcę dodatkowej kasy to raz, a dwa dało mi to szanse stworzenia wniosku, który będzie mnie satysfakcjonował (w ramach zasady chcesz coś zrobić dobrze zrób to sam). Naiwnie liczyłam, że gdy podzielę się swoim dziełem i poproszę o ocenę zaleje mnie fala komentarzy. I co? I chuj. Odzew był marny. Nie mówię, że żaden, parę osób się zaangażowało, wyraziło swoją opinię, zapodało jakiś pomysł, samodzielnie coś napisało. Ale większość pozostała niewzruszona. Nie powiem, wpieniłam się. Bo, powiedzmy sobie szczerze, KAŻDY chciałby dodatkową kasę. Więc jakim cudem tak mało osób się interesuje??? Zwłaszcza, że chodziło o coś tak prostego jak dwa zdania komentarza. Nawet głupie Jest ok, albo chociażby sprawdzenie, czy nie walnęłam gdzieś literówki. Witki opadają.

Sytuacja nr dwa. Kolejna anegdota z pracy. Postępujemy tam według określonej procedury. A raczej nie postępujemy, bo jest ona oderwana od rzeczywistości. Tak więc tenże papierek zamiast być naszym dupochronem stanowi bicz na nasz tyłek, bo jeżeli coś się walnie to nasze postępowanie będzie oceniane według tychże zasad działania. Więc w interesie wszystkich jest, by procedurę zmienić. Kierownictwo zgodziło się na negocjacje w temacie, ale stwierdziło, że będzie rozmawiać tylko o konkretach – czytaj: mamy przynieść gotową propozycję zmian. Podjęłam się edycji dotychczasowych zasad, zwłaszcza, że nie trzeba było poświęcić na to szalenie dużo czasu i energii. Nauczona wcześniejszymi doświadczeniami streściłam wszystkie zmiany w punktach. Których było aż 3. I co? I pismo spotkało się z zainteresowaniem 7% pracowników. Spoko.

Ileż to razy ktoś mówi ja bym tak nie mogła. Nie mogę to ja, kiedy coś takiego słyszę. Jak coś chcesz to kurwa możesz. Albo ja bym tak nie umiała. Jak chcesz to się kurwa naucz. Czy tylko ja wychodzę z założenia, że żeby coś osiągnąć trzeba poświęcić temu trochę czasu i energii? Nie wiem, może po prostu chodzi o to, że mam przesrane i w życiu za darmo dostałam tylko kopa w tyłek i śrubki do komputera?

 

Ps. Oczywiście święta nie jestem i sama daje pupy w temacie. Jest wieeele rzeczy, które bym chciała, a poświęcam im za mało starań. Pocieszam się tym, że przynajmniej nie oszukuję się, że spłynie na mnie energia z kosmosu i osiągnę coś bez nakładu sił i środków

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s