Sobotni wkurw: złote rady cioci Kloci

Kolega, który planuje wkrótce się zaobrączkować dostał od swojej narzeczonej, zapewne ku przestrodze, link który trafił także i do mnie. Rady Pana prawnika i komentarz do nich sa po prostu śmieszne. Chociaż wzbudzają raczej śmiech przez łzy. I załamanie rąk. Bo niestety gro osób zapewne w nie uwierzy, bez głebszych przemyśleń zawierzając autorytetowi Pana mecenasa.

A nie zauważy lub nie zechce zauważyć tego jakimi posługuje się ougólnieniami i stereotypami. Bo niestety przyjemniej żyć sobie w uproszczonym świecie. Lepiej powołać się na twierdzenia doświadczonego w sprawach rozwodowych prawnika, niż samemu użyć mózgu. Łatwiej stwierdzić, że kobiety lecą na kasę, zamiast ogłosić całemu światu, że na partnerkę wybrało się pierwsza lepszą, która była skłonna za postawienie dwóch drinków zrobić nam dobrze w toalecie. Ławiej oskarżać mężczyzn, że myślą tylko o seksie, zamiast wyznać, że z chłopakiem jest się, bo wszystkie koleżanki już kogoś miały, więc z braku laku wzięło sie za jedynego, który wykazał nami zainteresowanie, mimo że niekoniecznie nas w nim coś pociąga. Prościej przyrównać ostatnią partnerkę do mopa i stwierdzić, że wszystkie kobiety to materialistki, zamiast przyznać, że zostaliśmy porzuceni gdyż jesteśmy nierobem, który zamiast szukać pracy siedzi w domu na garnuszku rodziców. Prościej stwierdzić facet to świnia niż zwierzyć się, że seks traktowało sie jako walutę do wynagradzania lub karania partnera, który w końcu nie mógł tego znieść i kopnął nas w dupsko.

Nie zawierzam uogólnieniom, chyba że sa poparte rozsądnymi argumentami lub badaniami na dużej grupie statystycznej. Natomiast w przytoczonych radach takowych brak.

Zacznijmy od prawnego punktu widzenia pana mecenasa. Który według mnie jest dość ciekawy. Jako prawnik powinien stać na stanowisku, że każdy ma prawo do obrony swoich interesów. Jednak kobiety są be, bo inicjuja lwią część spraw rozwodowych, są bezpośrednio zainteresowane zachowaniem praw do zgromadzonego majątku. Najwidoczniej wstąpienie w związek małeński kastruje nas z pewnych uprawnień. Podczas rozwodu nie powinno sie przedstawiać całości spraw małżeńskich, łącznie z intymnymi (przykładowo zdrady męża), bo nie daj Boże mogłoby nam to przynieść korzyśći i jakis adwokat uzna nas za bezwzględne. Tak jak nie uznaję klauzuli sumienia u farmaceutów, którzy odmawiają sprzedaży tabletek po lub antykoncepcyjnych – bo sorry, jeżeli masz z tym problem trzeba było zostac dermatologiem. Tak nie uznaję takiej gadki u prawnika. Kto z nas chciałby uzyskać od niego poradę, jeżeli wystąpienie o rozwód, zainteresowanie własnym majątkiem, przygotowanie się do zakończenia małżeństwa uznaje za wyrachowanie? 

Poza tym  prowokowanie do uzycia przemocy domowej. Bardzo mądrze, szerzmy w społeczeństwie pogląd, że można ją sprowokować. Naprawdę jest to tak absurdalne stwierdzenie, że ciężko mi jest to skomentować. Sorry batory ale jakos nie jestem skłonna uwierzyć w to, że jest sobie biedny, stabilny mężczyzna, któremu podła i podstępna żona planująca rozwód mówi takie okropności, że ten zaczyna ją lać. Prowokować to sobie może. Ale dorosły człowiek, niezależnie od płci nie używa argumentu siły. Mówi, że masz małego, nie umiesz ruchać, twoja matka to szmata, zdradziła Cię z bratem (swoim lub jej). Wychodzisz, kończysz znajomość z tą Panią, a nie okładasz ją pięściami. Oczywiście są sytuacje skrajne. Psychiczne dręczenie. I jeden policzek, który potem zostaje uzyty przeciwko mężczyźnie. Tylko, że ten Pan nie podaje takich przykładów tylko mówi o 95% mężczyzn, 4 na 5 kobietach. Głośna kłotnia, trzaskanie drzwiami, płacz jako powód do założenia Niebieskiej Karty i orzeczenia rozwodu z winy męża – jakoś nie chce mi się wierzyć, że sąd to łyknie bez obdukcji lekarskiej.

O embrgu na seks jako usprawiedliwienie zdrady nawet nie chce mi się pisać. Wymuszony romas*, dobre sobie. Zastanawia mnie tylko, czy ci panowie zdają sobie sprawę, że usprawiedliwiając takie zachowanie przyrównuja siebie i pozostałych mężczyzn do zwierząt. Które jeżeli, za przeproszeniem, nie poruchają w domu, to idą zaspokajać się gdzie indziej. 

Autor pisze, iż kobiety nigdy nie rezygnują z nieobciążanych kredytem hiptecznym mieszkań. Z mieszkań obciążonych rezygnują, jeżeli to mąż będzie spłacał kredyt. Przykro mi, ale to sytuacja w pełni logiczna i sprawiedliwa. Osoba, która nie dostaje mieszkania za niego nie płaci. Skoro mieszkanie nie zostaje własnością kobiety, nie ma do niego żadnych praw, to oczywistym jest, że nie chce ponosić kosztów kredytu. Ten kto dostaje mieszkanie, ten powinien spłacić zadłużenie.  Jednak pan meceneas, który zarzuca kobietom przeinaczanie faktów/odwracanie kota ogonem przedstawił tą sytuację jakby był to chytry zabieg chciwej ex małżonki.** Która bezpośrednio zainteresowana zachowaniem zgromadzonego majątku zainicjowała rozwód, wykorzystując fakt, iż mąż będzie chciał to załatwić jak najszybciej, po najmniejszej linii oporu (po linii najmniejszego oporu panie mecenasie). 

Komentarze do opinii specjalisty są równie głupie co śmieszne (plus jak podejrzewam nie zawsze zanaczone kursywa). W sumie działaja na niekorzyść tekstu, bo doskonale ujaskrawiaja tendencyjne podejście do tematu. Pan prawnik pisze tekst przedstawiający sytuację jednostronnie. Tak jakby zapomniał, że rozwód jest sprawą dwojga ludzi. Że wersja jego klienta nie jest jedyną słuszną (mimo że ma jej bronić w sądzie). Jako ciekawostkę podaje fakt, że kobiety chętniej rezygnują z mieszkania niż z samochodu. Jednak widocznie nie uznał za równie ciekawe zaznaczyć, że w wiekszości przypadków dzieci po rozwodzie zostają z matką. Więc oczywistym jest, że dąży ona do zachowania mieszkania.

Mężczyzna jest ukazany jako ten decydujący się na rozwód w ostateczności. Biedny, oszukiwany przez kobiety czy to w trakcie małżeństwa czy rozwodu. Nie ma tu słowa o dopowiedzialności obu stron za rozpad związku. O wspólnym dorabianiu się majątku, który potem ma zostać (po równo) podzielony. Za to są prowokacje, którym nieświadomy mąż się poddaje. I chcąc nie chcąc stosuje przemoc lub zdradza żonę, mimo że ja kocha, bo nie dała mu za przeproszeniem satysfakcji.

Śmiem podejrzewać, że cały ten wywód spowodowany jest taką a nie inną postawą owych znawców tematu. Nie wiem w jakim są oni wieku, mam nadzieję, że już leciwego, bo chce wierzyć, że poglądy rodem ze średniowiecza tam pozostały. 

Gdy kobieta mówi że najważniejsze jest wnętrze i miłość, wiedz że mówi to albo z niewiedzy (jest zakochana i młoda, na utrzymaniu rodziców, minie jej), albo kłamie by nie być uznaną za materialistkę. Dla kobiety gniazdo i dzieci są najważniejsze, a bez Twoich zasobów i pracy nie spełni swoich największych marzeń. Jeśli nawet kobieta była z Tobą pół roku, uważa że należy się jej wszystko, ponieważ Cię „inspirowała” i poświęciła swój bezcenny czas. Twój czas i inspiracje, a zwłaszcza pieniądze, kompletnie się nie liczą.

Samochód do podwózek ma mieć kolejny facet, własny to niekoniecznie potrzebny rarytas, generujący spore koszty. Trzeba też umieć prowadzić.

Nie przeczuwa, ponieważ nie ma odpowiedniej wiedzy na temat psychiki kobiety. To na czym się opiera, to „nauki” z seriali, od mamusi, babć i ciotek, dla których miły, ciepły, siedzący w domu facet ze stałą pensją, to marzenie każdej kobiety (…) każda kobieta czci siłę, która w dzisiejszych czasach nie oznacza mięśni, ale psychikę, umiejętność postawienia granic, traktowanie jej jak dziecka (nie przejmowanie się tym co mówi, cierpliwe prowadzenie jej) (…)

(…) kłótnie z teściami są niemal normą w większości rodzin (odwieczna walka o władzę nad zasobami mężczyzny, między żoną a matką).

Kobiety w większości nie rozumieją natury inwestycji, oszczędzania, liczy się tylko błysk i „ładne”.

Mąż ogranicza pieniądze, nie naprawia auta, nie daje na kosmetyczkę. Po serii awantur kobieta zaczyna rozumieć o co chodzi, przy czym cudownie mijają nocne migreny i pojawia się seks.

Powyższe cytaty mówią same za siebie. Panowie chyba nie zauwważyli, że czasy kiedy kobieta siedziała w domu w oczekiwaniu na męża z pieczołowicie przygotowanym ciepłym obiadkiem już dawno minęły. Nie potrzeba jej zasobów mężczyzny, by żyć tak jak ma na to ochotę. Przykręcanie kurka z kasą w ramach akcji oko za oko raczej na nią nie zadziała, bo ma własne konto i własną stałą pensję za własną pracę. Do której w wielu przypadkach dojeżdża (własnym) samochodem. Serialami może i się ogłupia, ale nie bardziej niż faceci i nie raz ogląda w męskim towarzystwie Grę o tron, Breaking Bad czy House of Cards. Naturę inwestycji rozumie znakomicie, dlatego pozbywa się ze swojego życia osobników, którzy pytają czy nie może tego zrobić dłonią? W czym tkwi problem? Jeżeli dojdzie do rozwodu to walczy o majątek, bo połowę zarobiła i połowa należy do niej. I nie da wmówić sobie, że jest z tego powodu bezwzględna.

Można hołdować tradycyjnemu modelowi rodziny, nie neguję go mimo że sama nie praktykuję. Znam ludzi, którym on odpowiada i są w takim układzie szczęśliwi. Jeżeli jednak decydujesz się na takie ułożenie sobie życia z partnerką, to potem nie narzekaj w internetach na złe kobiety. A jeżeli na kobietę swojego życia wziąłeś kupiłeś sobie laskę bez ambicji, bez pracy, której spełnieniem marzeń jest jest mąż z ciepłą posadką, to winić możesz tylko siebie. I niech nie dziwi Cię, że w przypadku problemów w związku bardziej zainteresowana będzie ratowaniem majątku niż waszego małżęńswta. Mimo, że uważasz się za tego inteligentniejszego bo rozumiesz naturę inwestycji i uważasz, że trzeba ignorować to co mówi twoja żona i prowadzić ją za rękę jak dzieco, to jednak ona okazała się w tym wypadku mądrzejsza. Bo wie, że wasze relacje oparte były na twoich zasobach, a nie osobowości.

* Aż dziwię się, że od wymuszonej przemocy domowej i wymuszonego romansu autor nie doszedł do wymuszonego na żonie stosunku…

** Zresztą sytuacja tak naprawde jest trochę bardziej skomplikowana. Po pierwsze podczas podziału majątku dzieli się aktywa, nie dzieli się zobowiązań (czytaj kredytu). I to z bankiem, nie z sądem trzeba określić jak spłacanie pożyczki będzie wyglądało. On się może zgodzić na zmiane umowy kredytu i jego uregulowanie przez jednego z małżonków lub nie. Ponadto dochodzi tutaj kwestia spłat na rzecz drugiego małżonka w celem wyrówania wartości dzielonego majątku. Oraz wyceny mieszkania obciążonego kredytem hipotecznym. Najprościej rzecz ujmując: jeżeli nie było intercyzy to każdy ma dostac po pół. Czy to w mieszkaniu, czy samochodach, czy pieniądzach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s