MAGIA ŚWIĄT*

 

Znalazłam lekarstwo na brak świątecznej magii. Tej, którą czuło się w dzieciństwie. Kiedy jeszcze wierzyło się w świętego Mikołaja. I może jeszcze chwilę po tym gdy okazało się, że ten pan to w dużej mierze wytwór Coca Coli. Kiedy jak głupi śpiewało się kolędy pod choinką (tak to ja). Gdy czerpało się radość z ubierania drzewka robionymi przez siebie ozdobami. Wypatrywało się pierwszej gwiazdki. I cieszyło się na spotkanie z rodziną. A która to magia zaniknęła w większości przypadków wraz z wejściem w dorosłość. Kiedy zostaliśmy przytłoczeni problemami ludzi po 18 roku życia.

Tę magię poczułam w tym roku. Więc postanowiłam podzielić się swoim sposobem na jej uzyskanie. Nie gwarantuje 100% skuteczności, za to nie trzeba przed jego zastosowaniem konsultować się ani z lekarzem ani z farmaceutą.

Więc podczas tegorocznych świąt dostałam olśnienia i zrozumiałam, że wytworzyć trzeba ją samodzielnie. Bo sama z siebie na nas nie spłynie. Nie ma co na to liczyć. Gdy byliśmy młodsi, ta atmosfera nie brała się  znikąd. W dużej mierze zapewniali nam ją rodzina i rodzice. Gdy podrośliśmy przestali się tym zajmować, więc pozostaje zadbać o nią samemu. Jeżeli tego nie zrobimy to święta będą tylko wolnym w pracy. Kolejną pozycją na naszej liście rzeczy do zrobienia. Kupowanie prezentów, ubieranie choinki i przygotowywanie wyżerki na Wigilię będą tylko przykrym obowiązkiem.

Jak więc to powinno wyglądać w praktyce? W związku z tym, że każdy z nas jest inny, i dla każdego z nas święta oznaczają co innego to jednego uniwersalnego sposobu nie ma. Niestety, bo nie ma na to prostej recepty. Ale z drugiej strony i stety bo daje nam to nieograniczone pole do popisu. Co zadziałało w moim przypadku? Domek z piernika…

Od paru lat robię świąteczne wypieki. Ale takie na wskroś świąteczne (chociaż pewnie głęboko wierzący by się nie zgodzili :P). Czyli standardowo ciasteczka w kształcie choinki, aniołków, gwiazdek, ale także umalowane w renifery lub ozdobione bałwankami z pianek. Dla mnie i dla znajomych z (bo rodzina za daleko). Fajnie piecze się z myślą o kimś. Martwi się bardziej o efekt końcowy, a przez to też stara bardziej. Ale nerwy rekompensuje chwila gdy ktoś z ciasteczkiem w otworze gębowym powie nawet dobre. W tym roku postanowiłam zrobić po raz pierwszy domek z piernika. W zasadzie dwa: jeden dla mnie i drugi dla rodziny Chłopa. 2-3 dni roboty, ale mnóstwo zabawy. I właśnie podczas dekorowania jednej z krzywych (co się przejmujesz, i tak nikt tam nie będzie mieszkał) chałupek poczułam to coś. Bo jak widać magia świąteczna pojawia się tam, gdzie robisz coś dla innych**.

Choinka. Gdy byłam młodsza strasznie zazdrościłam kuzynowi choinki. A w zasadzie baniek. Bo nie miał takich standardowych kul jak ja. Tylko takie staroszkolne ozdoby w różnych dziwnych kształtach. Takie, które były wtedy już nie do dostania. Kupione najprawdopodobniej zagramanicą, dawno temu przez jego rodziców. Ja miałam takich ledwie kilka, i mimo iż moje bańki były ładne to nie tak niepowtarzalne. Kiedy dorosłam dostałam olśnienia i zrozumiałam, że sama mogę sobie zrealizować moje marzenie o wyjątkowej choince. Kasę mam, sklepów jest multum, wystarczy chcieć. Na początku moje poszukiwania nie były zbyt owocne. Szukając niespotykanych bombek natrafiałam tylko na większe niż standardowe lub bardzo ozdobne za miliony monet, ale też de facto nie jakieś nadzwyczajne. Aż pewnego dnia trafiłam do Home&You…

 

W tym roku zaś w jednym z tzw. sklepów pop-up*** które pojawiają się w na korytarzach galerii handlowych  w święta natrafiłam na inne wyjątkowe bombki. Takie jak za dawnych czasów jak stwierdziła dziewczyna przechodząca obok, gdy wgapiałam się w wystawione ozdoby szepczące do mnie kup mnie. I miała racje. Na dodatek były ułożone kolorystycznie. I przepadłam. Miałam ochotę wziąć wszystkie.

 

Święta to także tworzenie wspólnych historii. Dlatego też w tamtym roku do kupna świątecznych ornamentów zaprosiłam wybranka serca i lędźwi. W szale zakupów obumarła mi chyba ostatnia szara komórka i w swej nieskończonej mądrości wzięłam do ręki cztery bańki na raz. Za sznurki. Które co prawda nie wypadły mi z ręki, ale podczas sprintu od jednych bombek do drugich obiły się o siebie, co skończyło się dla nich tragicznie. Panie ze sklepu spisały protokół z wyrządzonych szkód i o dziwo nawet nie msuiałam płacić za wyrządzoną destrukcję. Jednak tak czy siak nabyłam to co zniszczyłam i z pomocą kleju na gorąco doprowadziłam do stanu używalności. Za to Chłop miał okazję do wykazania sie empatią i pocieszania mnie w trudnych chwilach, co z chęcią wykorzystałam. Wspominaliśmy to w trakcie tegorocznego polowania na nowe ozdoby i zapewne wspomnimy za rok.

Natomiast w tym roku zaprosiłam Chłopa do wspólnych wypieków. Jako że pieczenie  – zarówno wspólne jak i z tego przepisu – dokonywane było po raz pierwszy, to zabawa też była przednia. Miło spędziliśmy czas, nażarliśmy się ciastek, a Chłop mógł się pochwalić rodzinie, że potrafi zrobić do jedzenia coś poza kanapką z żółtym serem i jajecznicą (notabene bardzo smaczną). Na pewno to powtórzymy, może za rok razem ogarniemy domek z piernika. 

Co można dodać do tej listy? Tworzenie własnych ozdób na choinkę. Kupowanie prezentów nie na ostatnią chwilę, a przemyślanych. Lub stworzenie ich własnymi rękoma. Żenujący świąteczny sweter, z którym będziemy się obnosic na mieście (w przyszłym roku zamierzam taki nabyć). Napisałabym też kulig, ale biorąc pod uwagę, że w Wielkanoc jest ostatnio więcej śniegu niż w Boże Narodzenie, więc pozostaje mi w takim przypadku zachęcać do zrobienia bałwana z piasku (co mi się zdarzyło w środku lata za młodu). Maraton świątecznych filmów (niekoniecznie z Kevinem). Porwanie dzieci sąsiadów celem chodzenia po okolicy z kolędą. Itp. itd. co kto lubi

* niektórzy mogliby stwierdzić, że wpis trochę poniewczasie, ja jednak twierdzę, że to temat bardzo first minute – na przyszłe święta (poza tym zawsze można zastosować do Wielkanocy).

** jak to górnolotnie i ckliwie brzmi. Jak wyjęte ze scenariusza listów do M 2.

*** nie wiem jak to jest po polsku – tymczasowy?

Reklamy

4 thoughts on “MAGIA ŚWIĄT*

  1. Hej,

    można się jakoś z Tobą skontaktować? :)

    Pozdrawiam, Andrzej

    W dniu 2016-01-29 o 12:04, Pitu Pitu pisze: > WordPress.com > maryniax posted: ” Znalazłam lekarstwo na brak świątecznej magii. Tej, > którą czuło się w dzieciństwie. Kiedy jeszcze wierzyło się w świętego > Mikołaja. I może jeszcze chwilę po tym gdy okazało się, że ten pan to > w dużej mierze wytwór Coca Coli. Kiedy jak głupi śpiewał” >

  2. Hej,

    dostajesz wiadomości?

    W dniu 2016-01-29 o 12:04, Pitu Pitu pisze: > WordPress.com > maryniax posted: ” Znalazłam lekarstwo na brak świątecznej magii. Tej, > którą czuło się w dzieciństwie. Kiedy jeszcze wierzyło się w świętego > Mikołaja. I może jeszcze chwilę po tym gdy okazało się, że ten pan to > w dużej mierze wytwór Coca Coli. Kiedy jak głupi śpiewał” >

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s