Kubeczek menstruacyjny

Testuję go już trzeci miesiąc. Podczas drugiego załapałam jak go obsługiwać. Od tego czasu wszystko idzie gładko, w związku z czym uznałam, iż jestem w stanie wypowiedzieć się o nim  całkiem rzetelnie i już raczej moje zdanie na jego temat się nie zmieni. Jeżeli będzie inaczej wystosuję stosowne sprostowanie.

Kubeczki są u nas raczej mało popularne. Mimo, że wiele koleżanek kojarzy co to jest i do czego służy, to słyszę jedynie pytania która używała i może się na jego temat wypowiedzieć. Znam zaledwie jedną laskę, która go ma. Wydała bardzo pochlebną opinię i to dzięki niej zdecydowałam się na zakup jednego dla siebie.

Jeżeli ktoś nie kojarzy, to kubeczek menstruacyjny, to coś takiego jak tampon. Wkłada się go w miejsce strategiczne i tam zbiera wszystko co jest do zebrania. Potem się go wyciąga i opróżnia zawartość. Następnie myje i wkłada ponownie. Zazwyczaj w tym momencie opisu działania człowiek myśli Łeeeee. Obrzydlistwo! I dopiero po czasie, gdy się z tym oswoi można zastanowić się czy warto czegoś takiego używać.

Gdy próbowałam znaleźć opinie na temat kubeczka trafiłam na mnóstwo wypowiedzi kobiet, które nie miały z nim żadnej styczności, a które mniej lub bardziej kategorycznie wykluczały możliwość jego używania. Wiadomo, że każdy ma obawy przed czymś nowym (sama przecież takie miałam), ale niektóre komentarze wołały o pomstę do nieba. Bo czymś innym są wątpliwości na temat czegoś, czego nie znamy, a czym innym negowanie czegoś tylko dlatego bo jest mało popularne i nic o tym nie wiemy (i oczywiście nie staramy się dowiedzieć). Nie mówiąc już o zupełnym braku wiedzy na temat własnej anatomii, które wykazywały dorosłe przecież kobiety.

I tak przeczytałam, że używanie kubeczka jest bez sensu, bo jak się człowiek położy to wszystko się wleje z powrotem do środka (sic!). Obawy wynikające z tego, że kubeczek nie ma sznureczka, więc istnieje możliwość, że nie da się go wyciągnąć (widocznie niektóre sądzą, że między nogami mają czarną dziurę i można tam zniknąć w niewyjaśnionych okolicznościach). Wypowiedzi pełne obrzydzenia w stylu nie będę sobie paluchów tam wsadzać (nie wiem czy według autorki to ta pochwa taka odrażająca – więc musi żyć w celibacie, czy to te wkładane tam paluchy takie wstrętne – przez co chodzi w lateksowych rękawiczkach nawet w lecie).

Czemu zdecydowałam się na kupno własnego kubeczka? Jak już pisałam wyżej, przeważyła tutaj opinia koleżanki. Ona rzadko kiedy wypowiada się z takim entuzjazmem o artykułach higienicznych, co mnie przekonało. Poza tym używanie tamponów stało się z czasem dla mnie uciążliwe. Denerwował mnie sznureczek majtający się między nogami. To, że często nie trzymały tak jak trzeba, i mimo że nie były jeszcze pełne musiałam je wymieniać (średnia przyjemność, która powoduje otarcia). Tampony wchłaniają wszystkie substancje, nie tylko krew, co prowadziło do wysuszania pochwy. Na dodatek są chemicznie wybielane i coraz częściej słyszy się, że przez substancje w związku z tym w nich pozostałe sprawiają, że wcale nie są takie zdrowe. Poza tym podejrzewam, że były przyczyną wystąpienia u mnie nadżerki. W związku z tym postanowiłam poszukać czegoś innego.

Jak wygląda używanie kubeczka w praktyce? W ogólności niewiele różni się od stosowania tamponów. Komfort jest ten sam. Wkładasz i zapominasz. Nie tylko dlatego, że nic nie czujesz, ale także dlatego, że nie ma tu żadnego sznureczka, który jest oblewany moczem za każdym razem gdy zechce nam się siku. Plus kubeczek jest w stanie przyjąć więcej niż tampon. Nie ma więc konieczności ciągłej jego zmiany, co także zwiększa wygodę. Ile dokładnie taki kubeczek jest w stanie wytrzymać zależy od jego wielkości (są różne rozmiary), a także od tego, jak obfity jest krwawienie podczas okresu. Trzeba więc obserwować swoje ciało. I kolejna rzecz, z która miałam kłopot w przypadku używania tamponów – ryzyko wystąpienia bolesnych skurczy. Nie mam 100 % pewności czy zwiększały ból, ale na pewno nie lubiłam używać ich gdy coś mi dolegało. Z kubeczkiem nie mam takich problemów. Wydaje mi się delikatniejszy. Jego noszenie jest bardziej komfortowe.

Gdy już się człowiek nauczy prawidłowo zakładać to ustrojstwo to nie ma problemu z przeciekaniem. A przy tamponach, jak już wspominałam, niestety często zdarzało się, że nie był on nawet w połowie wypełniony, a jakoś bokiem krew uciekała i musiałam wymieniać go na nowy. Nie mówiąc już o komforcie podczas spania. Nie ma mowy o zabrudzeniu pościeli jak przy podpasce. Można przyjmować dowolną pozycje i nie martwić się, że coś pójdzie nie tak. Nie trzeba też budzić się nad ranem by wymienić tampon. Tutaj może parę słów na temat tego, jak w ogóle działa kubeczek i czemu tak dobrze zbiera, a nie przecieka niezależnie od pozycji i tego co robimy. Kiedy przeszukiwałam internety celem poszerzenia wiedzy na temat kubeczków natrafiłam na fajny filmik ilustrujący na czym polega jego działanie. Niestety nie mogę go teraz znaleźć, więc pozostaje mi polecić poniższy – od 2:55. 

Otóż kubeczek przysysa się do ścianek pochwy. Dzięki temu nie zmienia pozycji (ewentualnie góra – dół (ponoć zazwyczaj w górę)) i nie wypadnie nam podczas porannego sprintu do autobusu do szkoły czy pracy. Czego nie ma w kieliszku na filmiku to ujście szyjki macicy. Kubeczek umieszcza się pod nią lub wkłada się ją do niego. Dzięki czemu krew dostaje się bezpośrednio do kubeczka i nie ma mowy o wylewaniu się bokiem.

Aplikacji kubeczka trzeba się nauczyć (zresztą tak samo jak wkładania tamponów). Nie będę rozpisywać się w temacie, bo najlepiej zobaczyć to na filmikach. Ogólnie należy odpowiednio do naszych preferencji złożyć kubek (metod jest sporo, warto wypróbować kilka i sprawdzić która najbardziej nam odpowiada) i umieścić go w odpowiednim miejscu (czyli poniżej szyjki macicy, a nie np. obok niej) tak by się otworzył. Warto wspomóc się jakimś lubrykantem (zwłaszcza jeżeli przyjdzie nam do głowy poćwiczyć umieszczanie kubeczka na sucho (dosłownie i w przenośni – gdy nie mamy okresu)), gdyż znacząco zwiększa komfort aplikacji.

Podczas pierwszej miesiączki kubeczek przeciekał. Nie jakoś intensywnie, czasem nawet nie zabrudził bielizny, ale nie był szczelny na 100 % Zanim znalazłam źródło problemu nie miałam już po co używać kubeczka :P W zeszłym miesiącu odkryłam co robiłam nie tak. Kubek się do końca nie otwierał. Dlatego polecam za każdym razem (lub przynajmniej na początku) sprawdzać, czy jest on otwarty i czy jest umieszczony w dobrym miejscu. Wystarczy w tym celu przejechać palcem wokół kubeczka. Od razu wyczujemy, jeżeli będzie zgięty w jakimś miejscu. A gdy przy okazji natrafimy na szyjkę macicy, to będziemy wiedzieć, że włożyłyśmy go nie tam gdzie trzeba ;P

I tu kolejna rada. Nie należy próbować wkładać kubeczka jak tamponu – czyli jak najgłębiej (za to, jak przy tamponie, należy pamiętać by nie kierować go prosto w górę tylko lekko pod kątem). Nie trzeba umieszczać w nim ujścia szyjki by działa;. Kubek nie jest też sztywny, więc nie uwiera (co może podrażniać to ogonek ułatwiający wyciągnie, ale jego można po prostu obciąć), nie trzeba go wsadzać głęboko. Plus jak zauważyłam lepiej jest to umieścić płytko, pozwolić mu się otworzyć i wtedy ewentualnie popchnąć go głębiej.

Kubeczek jest oczywiście większy od tamponu. Przez co pojawia się obawa, że może być dla nas za duży. Uspokajam – jest mniejszy od penisa, na dodatek pusty w środku (wkłada się go po uprzednim złożeniu), więc nie powinno być problemu :P Chociaż, znam takie przypadki, gdzie laski używają podpasek, gdyż nie są wstanie zaaplikować sobie czegoś poza męskim przyrodzeniem. Podejrzewam, że w takim razie może być problem również z kubeczkiem*.

Wyciąganie kubeczka jest o wiele łatwiejsze od jego aplikacji. Po pierwsze pomaga w tym wcześniej wspomniany ogonek znajdujący się u jego podstawy. Po drugie są tam też wybrzuszenia, które ułatwiają jego chwycenie. Jednak (ważne!) głównym czynnikiem ułatwiającym wyciąganie powinno być parcie z naszej strony. O czym jednak należy pamiętać to roszczelnienie kubeczka. Jak pisałam wyżej jest on przyssany do ścianek pochwy. Trzeba więc go odessać wpuszczając powietrze do środka. Można go ścisnąć, albo po prostu włożyć palec miedzy niego, a ściankę pochwy – u szczytu kubeczka znajdują się otworki, które wpuszczą powietrze do środka.

Jakie są minusy kubeczka? Dla niektórych widok krwi. Znam kobiety (i mężczyzn), które na najmniejsza wzmiankę na jej temat reagują przybraniem koloru prześcieradła. Przy tradycyjnych środkach higienicznych trochę oszczędza się nam tego widoku. Jednak przy kubeczku trochę krwi zobaczymy (chociaż zawsze można opróżnić go bez patrzenia w dół). Więc jeżeli ktoś jest bardzo uczulony na takie doznania, powinien wiedzieć, iż ryzykuje, że zemdleje z wrażenia na kibelku z kubkiem w ręku. By obudzić się na jeszcze okropniejszy widok, gdy zawartość kubeczka wyleje się na podłogę**.

Kolejnym problemem jest mycie kubeczka. Najwygodniej robi się to oczywiście, gdy w jednym pomieszczeniu (kabinie) mamy toaletę i zlewozmywak. Niestety, gdy jesteśmy poza domem zazwyczaj tak nie jest. Wtedy trzeba być przygotowanym i uzbrojonym w butelkę z wodą (lub pustą, którą napełniamy przed wejściem do toalety), która posłuży nam do umycia kubeczka przed jego ponownym włożeniem. Jak podawałam wcześniej kubek zakłada się na dłużej niż tampon, więc przy niewielkim zaangażowaniu w planowanie rozkładu dnia, można uniknąć sytuacji, gdy będzie trzeba dokonać wymiany w publicznej toalecie (mi się jeszcze nie zdarzyło). Wielu ludzi uważa, że umycie, a następnie ponowna aplikacja kubeczka jest niehigieniczna. Zupełnie tego nie rozumiem.. Tampon nie jest w tej kwestii super, przez wspomniany wcześniej sznureczek. Poza tym, żeby go założyć też trzeba włożyć palec do środka pochwy. Który brudzi się, więc go po prostu myjemy wodą z mydłem i bez problemu używamy dalej. Nie wiem więc skąd ten problem z myciem kubeczka. Chyba, że któraś używa tamponów tylko i wyłącznie z aplikatorem. I zmienia je przed/po każdej wizycie w toalecie. Ale wtedy w sumie też rozsądniej zainwestować w dwa kubeczki stosowane wymiennie. Bo wychodzi taniej, a kubek można zdezynfekować.

Ostatnim problemem jest to, jaki kubeczek wybrać. Czego na pewno nie polecam to te najtańsze z Allegro. Można je kupić już za około 30-40 zł. Taki ma w sumie moja koleżanka i żyje. Ale są to po prostu chińskie podróbki i nie wiadomo w jakich warunkach są produkowane i czy naprawdę są robione z medycznego silikonu. Ja wolałam nie ryzykować i wziąć coś sprawdzonego, dopuszczonego do obrotu na terenie UE i wytworzonego według określonych norm. Wolałam zapłacić 2 dychy więcej i mieć pewność co kupuje. Jak już wspominałam kubeczki różnią się wielkością. A także sprężystością. Na polskich stronach wyczytałam, że wielkość kubeczka powinno wybierać się, że względu na to czy kobieta rodziła czy nie (jeżeli tak to powinno się brać większy), oraz na to jak obfite ma miesiączki. Ale z tego co zauważyłam na YouTubach to bardziej niż na poród warto patrzeć na to, jak nisko jest umiejscowiona nasza szyjka macicy. Im niżej, tym mniejszy kubeczek wybieramy. Przy czym należy pamiętać, że zależnie od cyklu ta wysokość będzie się zmieniać, więc badać należy się podczas okresu, bo wtedy właśnie będziemy używać kubeczka. Od sprężystości zależy to jak łatwo będzie nam się kubeczek otwierał. Im większa sprężystość tym będzie to prostsze (za to ponoć trudniej się go wyciąga). Poza tym jeżeli mamy silne mięśnie dna miednicy (przyznać się kto ćwiczy), to nie powinniśmy brać miękkich kubeczków, bo będą przez nas zgniatane i nie będą się prawidłowo otwierać.

Przyznaję, iż przy wyborze kubeczka kierowałam się kwestiami finansowymi. Najpierw wbiłam na stosowne forum  (polecam stronę magicznykubeczek, jest tam dużo informacji rozwiewających wszelkie wątpliwości), odpowiedziałam na 11 pytań, dzięki czemu uzyskałam fachową poradę jaki kubeczek powinnam wybrać. Potem sprawdziłam jego cenę (110 zł), na widok której wężę mieszkające w mojej w kieszeni dostały palpitacji serca. W związku z czym skończyłam z najtańszym markowym modelem (Yuuki Classic) :P W sumie niby wielkości sprężystość ma podobna do tego mi rekomendowanego, więc uznałam że będzie. Poza tym po oglądnięciu poniższego filmiku doszłam do wniosku, że można używać naprawdę wielu modeli i wszystkie będą robić robotę.

A gdyby okazało się, że jednak kubeczek nie przypadł mi do gustu, to wolałam ubolewać nad mniejsza kwotą.

Pozostając przy kwestiach finansowych. Kasa za kubek zwróci się nam mniej więcej po roku. Oczywiście zależne jest to od tego ile środków higienicznych zużywamy podczas okresu, w jakiej one są cenie i za ile kupimy kubeczek,. Wiec niektórym koszty zwrócić mogą się wcześniej, innym później. Ale biorąc pod uwagę, że według producentów kubeczek używać można 10-15 lat (ekolodzy się cieszą), to na pewno jest to opłacalna inwestycja.

Podsumowując. Od kiedy nauczyłam się prawidłowo zakładać kubeczek nie nastręcza mi większych problemów. Daje mi większy komfort od tamponów i podpasek, więc nie żałuję zakupu. Na pewno zostanę z nim na dłużej. Nie wykluczam, że kiedyś nabędę drugi – kolorowy (obecny jest przeźroczysty). Najlepiej wtedy, gdy staną się popularne, a ceny zmaleją :D

* W takim przypadku porządna dawka lubrykantu może pomóc.

** Można spróbować zainwestować w barwiony kubek. Na pewno wygląda mniej przerażająco niż przeźroczysty.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s